środa, 17 października 2018

Kierunek morze...Boltenhagen

Wyjazd z małymi dziećmi to wyzwanie. Wie to każda matka. Niezależnie od tego czy wyjeżdżamy na dzień, dwa czy tydzień, ilość rzeczy do spakowania jest podobna. Czasami już sama wizja pakowania i całej logistyki wyjazdowej może nasz skutecznie zniechęcić do ruszenia tyłka z domu. Jednak tym razem postanowiłam, że żeby nie wiem co nasz wyjazd dojdzie do skutku. Już przy samej rezerwacji hotelu nie pozostawiłam pola do żadnych zmian w terminie wyjazdu czy też możliwości rezygnacji ze zwrotem kosztów. Zadziałało...

W epoce przed dziećmi zawsze wybieraliśmy górskie tereny, najczęściej były to okolice Szklarskiej Poręby. Jednak wizja pchania bliźniaczego wózka pod choćby najmniejszą górkę skutecznie mnie zniechęciła do ponownego wyjazdu w bardziej pagórkowate rejony. Poza tym odkąd dzieci pojawiły się na świecie odczuwałam nieodpartą potrzebę zobaczenia morza...Nie wiem skąd się ta potrzeba wzięła, ale musiała być bardzo silna skoro to logistyczne przedsięwzięcie doszło do skutku. Gdy już w końcu udało się wszystko ogarnąć i zapakować dzieci do samochodu, mogłam wyłączyć tryb organizacyjno-zadaniowy  i skupić się już tylko na tym co nas czeka...


Celem naszej wycieczki była miejscowość Boltenhagen położona nad samym morzem Bałtyckim i dosłownie ciągnąca się wzdłuż niego. Nocleg zarezerwowałam w Dorfhotel-u (dosł. wiejski hotel) położonym na obrzeżach miasta. Na terenie przyległym do hotelu znajduje się piękna marina i otoczona zielenią plaża...



"Dorfhotel" to miejsce idealne dla rodzin z dziećmi. Na terenie obiektu jest pełno atrakcji dla dzieci. Jest również mini żłobek czy też przedszkole, gdzie można zostawić dzieci na 2 godziny z bardzo miłymi paniami opiekunkami. Oczywiście nie omieszkaliśmy skorzystać z tej możliwości...Jednak po 1,5 godziny nasz syn znudził się zabawą i musieliśmy go, a przy okazji i córkę odebrać. Zdążyliśmy się chociaż nieco posilić (mąż zjadł w tym czasie najlepszego śledzia w swoim życiu) i na spokojnie popatrzeć na morskie fale...Zawsze coś.




Sam wyjazd kosztował nas, a przede wszystkim nasze dzieci sporo energii (takie marudne jak podczas pobytu tam to chyba nigdy nie były...), ale warto było...Chociażby po to aby przez chwilę popatrzeć na błękit nadmorskiego nieba i zapomnieć o tym co tu i teraz...


wtorek, 2 października 2018

Początek

Zawsze byłam zdania, że nie zostałam obdarowana tak zwanym lekkim piórem. Pisanie wypracowań za czasów szkolnych trwało czasami godzinami i nie sprawiało mi żadnej satysfakcji. Jedynie pisanie pamiętnika szło mi bardzo sprawnie...I to przez wiele lat. Pamiętam dokładnie kiedy przestałam go prowadzić i co było w moim ostatnim wpisie. Było to po tym jak poznałam mojego męża i zakochałam się po uszy(miałam wtedy 18 lat)...Minęły kolejne lata, na świat przyszły nasze dzieci...i znów zapragnęłam podzielić się (głównie sama z sobą) swoimi przemyśleniami na inne niż dotąd opisywane w młodzieńczym pamiętniku tematy. To już nie będą historie ze szkolnej ławy, pierwsze zauroczenia i wrażenia z wakacji. Przez te 12 lat odkąd przestałam prowadzić pamiętnik wiele się zmieniło, ja się zmieniłam, a niektóre rzeczy pozostały bez zmian (na przykład, o losie- mąż!).

Macierzyństwo, którego doświadczam od niecałego roku poprzewracało wszystko w naszym życiu. Potrzebowaliśmy czasu, aby odnaleźć się w nowej sytuacji...musieliśmy poznać się na nowo i poznać nasze dzieci, ich potrzeby. Bliźnięta to ciężki orzech do zgryzienia, ogromne logistyczne przedsięwzięcie, zmęczenie, pot i łzy bezsilności...ale też momenty ogromnego szczęścia i dumy, że dajemy radę, że z każdym dniem jest nam do siebie bliżej.

W mojej głowie kłębią się setki myśli na temat macierzyństwa, partnerstwa, jakichś kompletnych drobnostek, którymi nie powinnam się przejmować, a które dla kogoś mogą być aktualnie tematem numer jeden. Na tym blogu chciałabym pisać o wszystkim co mnie w danej chwili porusza, co było dla mnie problemem jakiś czas temu, a z perspektywy czasu wydaje mi się być kompletną pierdołą, nie wartą uwagi. Sama pamiętam jak szukałam nieporadnie jakichś wpisów w Internecie na temat walki z kolką u dzieci, porad na temat karmienia, usypiania... Doskonale wiem jak to jest musieć karmić dziecko przy włączonym odkurzaczu, bo inaczej by nic nie zjadło...rozjuszone do granic możliwości. Suszarka, okap, ciągły szum i wrzask...Jeden odkurzacz wyzionął ducha. W sumie nawet mu się nie dziwię, eksploatowany był niemożliwie. Miś szumiś mógł się schować...

Ten blog będzie też mam nadzieję miejscem, gdzie będzie się chciało zajrzeć nawet po ciężkim dniu w pracy czy w domu z dziećmi. Sama bardzo lubię czytać na lżejsze tematy czy pooglądać ładne obrazki ;) Tak więc nie zabraknie domowych porad, zakupowych nowości, migawek z naszej codzienności i innych lżejszych tematów. Zaglądajcie :)