Wyjazd z małymi dziećmi to wyzwanie. Wie to każda matka. Niezależnie od tego czy wyjeżdżamy na dzień, dwa czy tydzień, ilość rzeczy do spakowania jest podobna. Czasami już sama wizja pakowania i całej logistyki wyjazdowej może nasz skutecznie zniechęcić do ruszenia tyłka z domu. Jednak tym razem postanowiłam, że żeby nie wiem co nasz wyjazd dojdzie do skutku. Już przy samej rezerwacji hotelu nie pozostawiłam pola do żadnych zmian w terminie wyjazdu czy też możliwości rezygnacji ze zwrotem kosztów. Zadziałało...
W epoce przed dziećmi zawsze wybieraliśmy górskie tereny, najczęściej były to okolice Szklarskiej Poręby. Jednak wizja pchania bliźniaczego wózka pod choćby najmniejszą górkę skutecznie mnie zniechęciła do ponownego wyjazdu w bardziej pagórkowate rejony. Poza tym odkąd dzieci pojawiły się na świecie odczuwałam nieodpartą potrzebę zobaczenia morza...Nie wiem skąd się ta potrzeba wzięła, ale musiała być bardzo silna skoro to logistyczne przedsięwzięcie doszło do skutku. Gdy już w końcu udało się wszystko ogarnąć i zapakować dzieci do samochodu, mogłam wyłączyć tryb organizacyjno-zadaniowy i skupić się już tylko na tym co nas czeka...
Celem naszej wycieczki była miejscowość Boltenhagen położona nad samym morzem Bałtyckim i dosłownie ciągnąca się wzdłuż niego. Nocleg zarezerwowałam w Dorfhotel-u (dosł. wiejski hotel) położonym na obrzeżach miasta. Na terenie przyległym do hotelu znajduje się piękna marina i otoczona zielenią plaża...
"Dorfhotel" to miejsce idealne dla rodzin z dziećmi. Na terenie obiektu jest pełno atrakcji dla dzieci. Jest również mini żłobek czy też przedszkole, gdzie można zostawić dzieci na 2 godziny z bardzo miłymi paniami opiekunkami. Oczywiście nie omieszkaliśmy skorzystać z tej możliwości...Jednak po 1,5 godziny nasz syn znudził się zabawą i musieliśmy go, a przy okazji i córkę odebrać. Zdążyliśmy się chociaż nieco posilić (mąż zjadł w tym czasie najlepszego śledzia w swoim życiu) i na spokojnie popatrzeć na morskie fale...Zawsze coś.
Sam wyjazd kosztował nas, a przede wszystkim nasze dzieci sporo energii (takie marudne jak podczas pobytu tam to chyba nigdy nie były...), ale warto było...Chociażby po to aby przez chwilę popatrzeć na błękit nadmorskiego nieba i zapomnieć o tym co tu i teraz...





